niedziela, 26 października 2014

Rozdział2

"-To co? Kierunek, okulista-uśmiechnął się mój lokowaty przyjaciel"
-Ja nie rozumiem po co w ogóle tu jesteśmy!-zaczęłam wymachiwać rękami, a chłopak się zaśmiał
-Bo A.masz złamaną rękę i B.ten skurwiel Cię skrzywdził-ujął Marcel nie patrząc na mnie
 Dotarliśmy do sali 301 w ciszy, niekomfortowej ciszy... Chłopak zapukał i po chwili zostałam wciągnięta do gabinetu
-Witajcie, co was do mnie sprowadza?-zapytała kobieta siedząca w półmrocznym gabinecie
-Em... Dostałam skierowanie do okulisty...-podałam kobiecie kartkę
Jej mina nie wyrażała żadnej emocji... Przestraszyłam się...
-No dobrze Julie, usiądź-wskazała na krzesło tuż przed jakąś maszyną
Robiła jakieś skany, nie skany, potem przy innej maszynie psikała mi w oczy powietrzem... U okulisty byłam jakieś dwa lata temu, a to wszystko przez Drew'a!
-Dobrze, Julie...-westchnęła kobieta-Wypiszę Ci receptę na okulary i tyle, nie bój się, bo uwierz mi, to widać...-kobieta była tajemnicza i zaraz...! Skąd ona zna moje minię?! Na skierowaniu tego nie ma!
-Dzię_dziękuję...-przejechałam ręką po potarganych włosach wychodzących z koczka
-Idź już-uśmiechnęła się?
Marcel podał mi rękę, bo inaczej nie wyszłabym z tam tond o własnych nogach, wyszliśmy z pomieszczenia, a potem pokierowaliśmy się do auta Miller'a, a właściwie jego taty...
-Jedziemy po ciuchy i okulary-uśmiechnął się i przekręcił kluczyk w stacyjce
-Marcel, obiecuję, że jak wyjdę na prostą oddam ci pieniądze-szepnęłam całując jego policzek, czułam jego wodę po goleniu, zaraz... Od kiedy mój mały, słodki Marcel się goli
-Spokojnie, nie musisz nic mi oddawać, chcę jedynie twojego bezpieczeństwa...-chłopak chwycił moją dłoń 
To tylko przyjaciel Blake... Nikt inny, tylko przyjaciel... A może nie?
Zamknęłam oczy rozkoszując się jego dotykiem, a może przez tyle lat swojego życia byłam tak zaślepiona Drew'em, że nie zauważyłam jak Marcel próbuje walczyć o moje względy, a ja nadal wybierałam tamtego skurwiela, którego niegdyś nazwałabym swoją wielką miłością i częścią życia...
 Nagle poczułam wibracje popsutego telefonu, wyjęłam go z kieszeni brudnych spodni i przejechałam palcem po popękanym ekranie
"Od "Drew'uś <3"
Hej szmato! Wiem, że byłaś w szpitalu z tym swoimi chujowym przyjacielem!
Nie wiesz jak bardzo go nie znasz... Jest inny niż ci się wydaje! A więc suko, będziesz u optyka? Zajebiście, będę tam pierwszy i dam ci wybór: Czy idziesz ze mną, czy z tym ukrywającym prawdę skurwielem...! Wiem, w którym optyku będziesz... Oh, i jeszcze jedno... Jeśli źle wybierzesz kochaś dostanie kulkom w łeb, nikt nie będzie dotykał mojej suki, zrozumiano?!"
Moją odpowiedzią było wysłanie środkowego palca. Mam w dupie czy mnie znajdzie! Może mnie zabić, ale... Nie Marcel'a... Nie, on nic nie zrobił!
-Marcel... Do którego optyka jedziemy?-zapytałam gładząc kciukiem jego dłoń
-Do tego na Walk Street 78, a co?-zapytał chłopak
-A to, że Drew tam będzie i da mi wybór, że albo on, albo kulka w łeb dla Ciebie-powiedziałam na jednym wdechu
-Spokojnie... Jestem ubezpieczony-uśmiechnął się zadziornie i skręcił w Walk Street
 Przestraszyłam się, przecież Marcel nie byłby zdolny by skołować nielegalny pistolet, a co dopiero z niego strzelać! A co jeśli Drew miał rację i Marcel nie jest tą osobą, za którą go uważam? Byliśmy przed budynkiem, o dziwo o godzinie 22.20 optyk był jeszcze czynny, nie widziałam napisów, zbytnio się rozlewały...
-Marc...-chłopak chciał wysiadać, ale zatrzymałam go 
-Tak?-zapytał odwracając się w moją stronę
-Czemu on jest otwarty?-wskazałam na optyka
-Bo jest on otwarty 24h, zapomniałem, że nie widzisz z daleka...-uśmiechnął się przepraszająco i wysiadł z auta otwierając po chwili moje drzwi
 Ruszyliśmy w kierunku optyka i jak się spodziewaliśmy zastaliśmy w nim Martin'a
-Witaj Suko-chciał mnie pocałować, ale dałam mu z plaskacza szybko odsuwając się
-Witaj Chuju-uśmiechnęłam się kopiąc go w miejsce gdzie nie powinno się kopać chłopaków
-Julie daj mu spokój, jeszcze się nacierpi, w piekle-Marcel pociągnął mnie do ekspedientki, a ta zaprowadziła mnie na wystawę z okularami   

Myślałam chwilę wybierając pomiędzy kształtami i kolorami...
-Jeśli chcesz kilka, bierz śmiało, ja kupuję-usłyszałam Miller'a
-O nie! Nic jej nie kupisz, bo ona wraca ze mną do domu!-powiedział chyba Drew i usłyszałam plask, kto komu dał w pysk?!
-Spokój!-przeprosiłam ekspedientkę wzrokiem podając okulary, które mi się podobają, kobieta szepnęła "Zrobić w nich szkła czy chce pani inne?", pokiwałam głową na tak co kobieta miała zrozumieć jako "We wszystkich szkła poproszę"
Dobrze zrozumiała, bo już po chwili zniknęła za drzwiami do jakiegoś pokoju
Usłyszałam kolejny plask i huk... Wzięłam okulary od jakiejś dziewczyny biorącej je od ekspedientki, świat stał się wyraźny, a ja zobaczyłam Drew'a i Marcel'a trzymających się za gardła
-Zaraz oddam-powiedziałam do przestraszonej dziewczyny i ruszyłam by oddzielić chłopaków
-Stop!-krzyknęłam, ale nie zwrócili na mnie zbytniej uwagi-Stop kurwa mówię!-dałam i jednemu i drugiemu w papę
Odsunęli się od siebie i oboje z furią spojrzeli na mnie
-Nie powinnaś tego robić-syknął Marcel, ale widziałam w jego oczach przepraszający wyraz
-Owszem powinnam! Jesteście chorzy!-strzeliłam przybliżającemu się do mnie Drew'owi w brzuch z oczojebnego gipsu
-Suka-syknął Martin i opadł na białe kafelki-Wygrałeś Miller, ale następnym razem tak łatwo nie będzie-syknął znów Drew i wyczołgał się ze sklepu
  Między mną, a Marcel'em dało się wyczuć spięcie... Nie podobało mi się to... Po chwili czarne oczy chłopaka odzyskały dawny szafirowy kolor
-Przepraszam Julie, ale nie pozwolę Cię skrzywdzić...-przysunął się do mnie
Przyjaciel, Julie, kurwa słyszysz mnie czy ogłuchłaś?!
Nasze usta dzieliły milimetry, był trochę wyższy ode mnie więc stanęłam na palcach i zarzuciłam rękami na jego kark, on zaś położył ręce na moich biodrach, zaczął całować moją szyję, znał mnie na wylot, wiedział nawet jak sprawić żebym jęczała... Odessał się od mojej szyi i wbił się zachłannie w moje usta
Przy_ja_ciel! Kurwa nie możesz go całować!
Zamknęłam usta i oddałam pocałunek z wieeeelką przyjemnością...
Kiedy oderwaliśmy się od siebie spojrzał na mnie
-Chciałem to zrobić od twoich 14-stych urodzin kotku...-mruknął mi do ucha i pociągnął do kasy
Oddałam okulary dziewczynie, która dość szybko zniknęła nie czekając nawet na resztę od sprzedawczyni, po czym wzięłam do ręki jedne z około 6-7 par okularów
-Od razu lepiej-sapnęłam poprawiając nowo nabyty przedmiot
-To będzie...-kobieta zaczęła liczyć, ale Marcel nie dał jej podać ceny tylko wyjął z kieszeni cały plik forsy
-Reszty nie trzeba-uśmiechnął się i pociągnął zszokowaną mnie do samochody
*Oczami Marcel'a*
-Skat ty masz tyle hajsu?-zapytała szatynka i spojrzała na mnie badawczo
-Się pracuje, się ma-powiedziałem obojętnie i przekręciłem kluczyki w stacyjce, zawsze tak robię kiedy chcę uniknąć rozmowy
 Mam pracę, o której Julie być może powinna wiedzieć, ale... Jest dziwna i nie chcę żeby się nakręcała... Niech to pozostanie tajemnicą...
-Ale aż tyle?-dziewczyna nie mogła opanować zdziwienia zmieszanego ze złością, taka mnie kręci, podnieca... Tak to dobre określenie tego co ze mną robi...
Jest tak odkąd na jej 14-stych urodzinach graliśmy w butelkę i musiała mnie pocałować, to był krótki, przelotny całus, ale wiedziałem, że się zakochałem i to chodzi tak za mną do teraz, ale kiedyś to były tylko "motylki" w brzuchu, a teraz jest to twardniejący członek i szybsze bicie serca... Zazwyczaj staram się nosić luźne spodnie, aby nie było tego widać, ale dzisiaj przyszła do mnie tak niezapowiedzianie, że moje rurki teraz pokazywały to czego nie powinny... Zakryłem krocze szybko ręką i spojrzałem na drogę, która powinna być teraz najważniejsza, ale ważniejsza była Julie...
-Mają niezłe napiwki-wybrnąłem z łatwością i skręciłem w ulicę prowadzącą do mojego domu, za późno już na zakupy 
-Mhm..-sapnęła i spojrzała na mnie-Marcel...-uwielbiam kiedy wypowiada moje imię z tak łatwo wyczuwaną troską i słodkością-Ufam Ci, a jeśli stracisz moje zaufanie stracisz i mnie, dosłownie, zabiję się, nie wiem, zrobię wszystko żebyś wiedział, że nie pójdzie Ci tak łatwo-pocałowała mnie i szybko wysiadła

poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział1

Jak zwykle o godzinie 20.05 weszłam do mieszkania mojego i Drew'a. Nikogo nie było ani w salonie, ani w kuchni, ale po chwili zauważyłam małą strugę światła w łazience. Po ciuchu zdjęłam moją starą bluzę i ruszyłam do salonu by włączyć jakiś film na małym ekranie starego telewizora. Po ciuchu oglądałam "To właśnie miłość" kiedy do salonu wszedł zły Drew
-Gdzieś ty była!-warknął na "powitanie"
-W pracy, ktoś musi nas utrzymywać-zaczęłam nie patrząc na niego
-Dziwne, bo nigdzie nie widzę ani piwa, ani jedzenia dla mnie!-pociągnął mnie za włosy, a ja syknęłam spadając na brudną ziemię
-Chciałam odpocząć, jestem zmęczona...-zaczęłam masować skronie, znów to samo...
-A ja to nie?! Psy były blisko odkrycia gdzie mieszkam!-zabolało mnie samo słowo, tak jakbym wcale się nie liczyła
-Ja też tu mieszkam i przypominam Ci, że gdyby nie ja siedziałbyś w pierdlu, albo szlajał się po ulicach i chował się przed policją!-podniosłam się by być na wysokości starszego chłopaka
-Zamknij ryj!-uderzył mnie w policzek
-Chuj...-syknęłam dotykając piekące miejsce, ale zaraz pożałowałam moich słów
Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ją wykręcać, ściskać, a ja zalewałam się łzami
-Przestań Drew! To boli!-krzyknęłam kuląc się
-I ma boleć-uderzył mnie z pięści w twarz, a okulary będące na moim nosie spadły z impetem na ziemię i pękły w kilku miejscach
Kiedy chciałam je podnieść dostałam z nogi w brzuch, upadłam dławiąc się wręcz łzami,chłopak nie odpuścił nadepnął na moją rękę tak mocno, że usłyszałam jakieś pyknięcie z mojej obolałej kończyny. Proszę nie bądź złamana... Leżałam i płakałam czekając aż chłopak odejdzie. Chwila minęła i tak jak się spodziewałam odszedł, poszedł do łazienki, znów... Szybko podniosłam się i chwytając bluzę wybiegłam z mieszkania. Biegłam dość długi czas aż znalazłam się w jakimś zaułku... Zamknęłam oczy i zaczęłam płakać, a łzy wydzielały ścieżki na moich obolałych policzkach. Czułam jak pulsuje mi warga, a ręka boli niemiłosiernie. Dotknęłam jej delikatnie, ale zaraz pożałowałam mojego ruchu, bolała tak jakby ktoś mi ją wyrywał, albo dosłownie łamał. Oparłam się o zimną ścianę i znów zaczęłam płakać. Po kilku minutach uspokoiłam się i postanowiłam iść do Marcel'a, on zrozumie... Nie ważne czy będę płakać czy się jąkać on zrozumie... Założyłam kaptur na głowę i ruszyłam przed siebie...
*Przed domem Marcel'a*
Zapukałam kilkukrotnie w drzwi i czekałam na jakąkolwiek odpowiedź ze strony domownika. Po chwili otworzył mi Marcel
-Co się stało?-zapytał, ale nie odpowiedziałam tylko rzuciłam mu się w ramiona-Spokojnie... Ci... Opowiesz jak się uspokoisz-głaskał moje plecy, a jego usta delikatnie muskały, a to moje ucho, a to obolały policzek
Weszliśmy do środka, a ja zaczęłam jeszcze bardziej płakać
*Oczami Marcel'a*
Oglądałem sobie spokojnie "To właśnie miłość" kiedy do moich drzwi
zapukała Julie. Nie widziałem jej twarzy do końca, ale wiedziałem, że płakała. Była roztrzęsiona... Ona jest za delikatna na to co ją spotyka! Usiadłem na kanapie wskazując na moje kolana, dziewczyna usiadła i tuląc się do mojego torsu zaczęła szlochać 
-Bo Drew... On znowu mnie pobił, chyba złamał mi rękę... To boli, boję się go...-spojrzała wreszcie na mnie, jej oczy były czerwone, włosy niedbale uczesane w koczka i potargane za razem, warga rozcięta... Na policzkach czerwone ślady uderzeń dłonią i obolała kończyna...
Wstałem odstawiając ją na siedzenie obok i uderzyłem pierwszą-lepszą ścianę. Nie pozwolę temu sukinsynowi krzywdzić mojej Julie! Jest za słaba...
-Już postanowiłem co z tym zrobimy... Teraz jedziemy do szpitala, a potem pojedziemy na zakupy po ubrania dla ciebie i zamieszkasz u mnie-nie chciałem słyszeć słowa sprzeciwu
-Ale Marcel... On prędzej czy później mnie znajdzie i się zemści...-zaczęła szlochać jeszcze bardziej
-Spokojnie... Co by się nie działo, pamiętaj zawsze Cię obronię...-przytuliłem ją uważając na jej rękę
Nic nie odpowiedziała tylko westchnęła ze spokojem i oddała przytulasa
*Oczami Julie*
Kiedy Marcel powiedział, że zawsze mnie obroni poczułam się bardziej bezpieczna i... Pewna siebie? Postanowiłam, że nie będę już nigdy bezbronną i słabiutką Julie tylko Julie z charakterem i siłą wojowniczki! Marcel powiedział, że pojedziemy do lekarza, ale nie wiedziałam co tam mnie spotka...
*W szpitalu*
Czekając na naszą kolej widziałam jak starsze panie, pielęgniarki i lekarze się na mnie patrzą, jak na taką żulicę spod alkoholowego, rozcięta warga, oczy takie niemrawe no i ta stara, już nie modna bluza! Westchnęłam i wtuliłam się w Marcel'a by choć trochę bardziej się ogrzać. Zamknęłam oczy i powoli zasypiałam kiedy usłyszałam
-Julie Blake!-i musiałam wstać ciągnięta przez Marcel'a
Weszliśmy do gabinetu, a pierwsze co usłyszałam to coś jakby metal upadający na ziemię
-O Jezu... Co Ci się dziecino stało?!-zapytała zszokowana lekarka, a pielęgniarka jej zawtórowała 
-Ja... Pobili mnie...-szepnęłam i co się stało z tą śmiałą Julie z przed 30 minut?! 
-Już się tobą zajmuję kochanie-lekarka założyła niebieskie rękawiczki i podeszła bliżej
Zaczęła oglądać rany i zadrapania, zakładać plastry i inne cosie... 
-Co jeszcze kochanie?-zapytała
-Tak... Ręka mnie boli...-pokazałam lewą rękę, a kobieta kazała mi zdjąć bluzę
Zrobiłam jak kazała i czekałam na wyrok
-Złamana, poczekaj pójdę po specjalistę od tego-uśmiechnęła się i tak samo szybko jak zniknęła pojawiła się z jakąś inną kobietą
-Witaj-uśmiechnęła się na powitanie-Żeby się upewnić czy jest złamana musimy iść na rentgen-poprowadziła mnie do sali, a Marcel został w gabinecie
*Oczami Marcel'a*
Zdawałoby się, że Julie była na rentgenie wieczność!
Bawiłem się przez ten czas palcami i ciągle spoglądałem na seledynowy zegar na ścianie. Wreszcie przyszła...Hahahah
*Oczami Julie*
Ręka była złamana, przeżyłabym to gdyby nie to, że gips był... Oczojebny różowy!!! Marcel zaczął się śmiać, a ja spaliłam buraka.
-Dziękuję-podziękowałam i już chciałam wychodzić kiedy
-Zaczekaj, za tydzień przyjdź na kontrolę czy ręka się dobrze zrasta i dam Ci skierowanie do okulisty-uśmiechnęła się lekarka i podała mi świstek koloru niebiesko-białego
-Dobrze, dziękuję-nie pytałam skąd się domyśliła, że mam wadę wzroku, bo to było widać, mrużyłam oczy i w ogóle
-To co? Kierunek, okulista-uśmiechnął się mój lokowaty przyjaciel