poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział1

Jak zwykle o godzinie 20.05 weszłam do mieszkania mojego i Drew'a. Nikogo nie było ani w salonie, ani w kuchni, ale po chwili zauważyłam małą strugę światła w łazience. Po ciuchu zdjęłam moją starą bluzę i ruszyłam do salonu by włączyć jakiś film na małym ekranie starego telewizora. Po ciuchu oglądałam "To właśnie miłość" kiedy do salonu wszedł zły Drew
-Gdzieś ty była!-warknął na "powitanie"
-W pracy, ktoś musi nas utrzymywać-zaczęłam nie patrząc na niego
-Dziwne, bo nigdzie nie widzę ani piwa, ani jedzenia dla mnie!-pociągnął mnie za włosy, a ja syknęłam spadając na brudną ziemię
-Chciałam odpocząć, jestem zmęczona...-zaczęłam masować skronie, znów to samo...
-A ja to nie?! Psy były blisko odkrycia gdzie mieszkam!-zabolało mnie samo słowo, tak jakbym wcale się nie liczyła
-Ja też tu mieszkam i przypominam Ci, że gdyby nie ja siedziałbyś w pierdlu, albo szlajał się po ulicach i chował się przed policją!-podniosłam się by być na wysokości starszego chłopaka
-Zamknij ryj!-uderzył mnie w policzek
-Chuj...-syknęłam dotykając piekące miejsce, ale zaraz pożałowałam moich słów
Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ją wykręcać, ściskać, a ja zalewałam się łzami
-Przestań Drew! To boli!-krzyknęłam kuląc się
-I ma boleć-uderzył mnie z pięści w twarz, a okulary będące na moim nosie spadły z impetem na ziemię i pękły w kilku miejscach
Kiedy chciałam je podnieść dostałam z nogi w brzuch, upadłam dławiąc się wręcz łzami,chłopak nie odpuścił nadepnął na moją rękę tak mocno, że usłyszałam jakieś pyknięcie z mojej obolałej kończyny. Proszę nie bądź złamana... Leżałam i płakałam czekając aż chłopak odejdzie. Chwila minęła i tak jak się spodziewałam odszedł, poszedł do łazienki, znów... Szybko podniosłam się i chwytając bluzę wybiegłam z mieszkania. Biegłam dość długi czas aż znalazłam się w jakimś zaułku... Zamknęłam oczy i zaczęłam płakać, a łzy wydzielały ścieżki na moich obolałych policzkach. Czułam jak pulsuje mi warga, a ręka boli niemiłosiernie. Dotknęłam jej delikatnie, ale zaraz pożałowałam mojego ruchu, bolała tak jakby ktoś mi ją wyrywał, albo dosłownie łamał. Oparłam się o zimną ścianę i znów zaczęłam płakać. Po kilku minutach uspokoiłam się i postanowiłam iść do Marcel'a, on zrozumie... Nie ważne czy będę płakać czy się jąkać on zrozumie... Założyłam kaptur na głowę i ruszyłam przed siebie...
*Przed domem Marcel'a*
Zapukałam kilkukrotnie w drzwi i czekałam na jakąkolwiek odpowiedź ze strony domownika. Po chwili otworzył mi Marcel
-Co się stało?-zapytał, ale nie odpowiedziałam tylko rzuciłam mu się w ramiona-Spokojnie... Ci... Opowiesz jak się uspokoisz-głaskał moje plecy, a jego usta delikatnie muskały, a to moje ucho, a to obolały policzek
Weszliśmy do środka, a ja zaczęłam jeszcze bardziej płakać
*Oczami Marcel'a*
Oglądałem sobie spokojnie "To właśnie miłość" kiedy do moich drzwi
zapukała Julie. Nie widziałem jej twarzy do końca, ale wiedziałem, że płakała. Była roztrzęsiona... Ona jest za delikatna na to co ją spotyka! Usiadłem na kanapie wskazując na moje kolana, dziewczyna usiadła i tuląc się do mojego torsu zaczęła szlochać 
-Bo Drew... On znowu mnie pobił, chyba złamał mi rękę... To boli, boję się go...-spojrzała wreszcie na mnie, jej oczy były czerwone, włosy niedbale uczesane w koczka i potargane za razem, warga rozcięta... Na policzkach czerwone ślady uderzeń dłonią i obolała kończyna...
Wstałem odstawiając ją na siedzenie obok i uderzyłem pierwszą-lepszą ścianę. Nie pozwolę temu sukinsynowi krzywdzić mojej Julie! Jest za słaba...
-Już postanowiłem co z tym zrobimy... Teraz jedziemy do szpitala, a potem pojedziemy na zakupy po ubrania dla ciebie i zamieszkasz u mnie-nie chciałem słyszeć słowa sprzeciwu
-Ale Marcel... On prędzej czy później mnie znajdzie i się zemści...-zaczęła szlochać jeszcze bardziej
-Spokojnie... Co by się nie działo, pamiętaj zawsze Cię obronię...-przytuliłem ją uważając na jej rękę
Nic nie odpowiedziała tylko westchnęła ze spokojem i oddała przytulasa
*Oczami Julie*
Kiedy Marcel powiedział, że zawsze mnie obroni poczułam się bardziej bezpieczna i... Pewna siebie? Postanowiłam, że nie będę już nigdy bezbronną i słabiutką Julie tylko Julie z charakterem i siłą wojowniczki! Marcel powiedział, że pojedziemy do lekarza, ale nie wiedziałam co tam mnie spotka...
*W szpitalu*
Czekając na naszą kolej widziałam jak starsze panie, pielęgniarki i lekarze się na mnie patrzą, jak na taką żulicę spod alkoholowego, rozcięta warga, oczy takie niemrawe no i ta stara, już nie modna bluza! Westchnęłam i wtuliłam się w Marcel'a by choć trochę bardziej się ogrzać. Zamknęłam oczy i powoli zasypiałam kiedy usłyszałam
-Julie Blake!-i musiałam wstać ciągnięta przez Marcel'a
Weszliśmy do gabinetu, a pierwsze co usłyszałam to coś jakby metal upadający na ziemię
-O Jezu... Co Ci się dziecino stało?!-zapytała zszokowana lekarka, a pielęgniarka jej zawtórowała 
-Ja... Pobili mnie...-szepnęłam i co się stało z tą śmiałą Julie z przed 30 minut?! 
-Już się tobą zajmuję kochanie-lekarka założyła niebieskie rękawiczki i podeszła bliżej
Zaczęła oglądać rany i zadrapania, zakładać plastry i inne cosie... 
-Co jeszcze kochanie?-zapytała
-Tak... Ręka mnie boli...-pokazałam lewą rękę, a kobieta kazała mi zdjąć bluzę
Zrobiłam jak kazała i czekałam na wyrok
-Złamana, poczekaj pójdę po specjalistę od tego-uśmiechnęła się i tak samo szybko jak zniknęła pojawiła się z jakąś inną kobietą
-Witaj-uśmiechnęła się na powitanie-Żeby się upewnić czy jest złamana musimy iść na rentgen-poprowadziła mnie do sali, a Marcel został w gabinecie
*Oczami Marcel'a*
Zdawałoby się, że Julie była na rentgenie wieczność!
Bawiłem się przez ten czas palcami i ciągle spoglądałem na seledynowy zegar na ścianie. Wreszcie przyszła...Hahahah
*Oczami Julie*
Ręka była złamana, przeżyłabym to gdyby nie to, że gips był... Oczojebny różowy!!! Marcel zaczął się śmiać, a ja spaliłam buraka.
-Dziękuję-podziękowałam i już chciałam wychodzić kiedy
-Zaczekaj, za tydzień przyjdź na kontrolę czy ręka się dobrze zrasta i dam Ci skierowanie do okulisty-uśmiechnęła się lekarka i podała mi świstek koloru niebiesko-białego
-Dobrze, dziękuję-nie pytałam skąd się domyśliła, że mam wadę wzroku, bo to było widać, mrużyłam oczy i w ogóle
-To co? Kierunek, okulista-uśmiechnął się mój lokowaty przyjaciel 

1 komentarz: